środa, 12 listopada 2008

Pysznosci

Tureckie slodycze sa bardzo smaczne. Uwielbiam baklawe, szczegolnie rodzaj z grubosiekanymi pistacjami. Pare razy probowalismy malych ciasteczek, jadlam pyszne ciastko czekoladowe z duzymi kawalkami roznych orzechow. Ktoregos dnia na bazarze zobaczylismy to cudo:



Orzechy zatopione w karmelu. Przez pare dni mielismy ochote na te slodycze, kusily nas strasznie. W koncu Filip dal sie skusic i niestety - czar prysl z pierwszym kesem. Otoczka wokol orzechow okazalo sie byc nie chrupiacym karmelem a czyms w rodzaju cukrowej gumy. Totalna ohyda.












Oczywiscie jemy tez naprawde pyszne rzeczy, to byl tylko wypadek przy pracy w ramach EVS. Innym razem zajadalismy sie czyms co przypomina troche wate cukrowa, ale jest o niebo lepsze. Delikatnie waniliowe, rozplywa sie w ustach. W pierwszym momencie mozna miec wrazenie, ze je sie bawelne, ale to szybko mija i nie mozna przestac jesc!

wtorek, 11 listopada 2008

Mecz

Wiem, ze to ma malo wspolnego z Turcja, ale nie moglam sie powstrzymac. Przed wami fotoreportaz z meczu siatkowki w ktorym dzielnie walczyl Filip.







niedziela, 9 listopada 2008

Najgorsze Filmy Swiata




Coś dla tych, którzy w Polsce uczęszczali na spotkania z cyklu "Najgorsze Filmy Swiata". Tutaj na dzwiek nazwiska Kuneyt Arkin (czyli gwiazdy filmu "Czlowiek ktory uratowal swiat" vel. "Tureckie Gwiezdne Wojny") ludzie usmiechaja sie a zaraz potem robia niewyrazna mine. Nie bardzo ciesza sie, ze to wlasnie on jest gwiazda tureckiego eksportu. trodno powiedziec nawet tutaj dlaczego tego typu filmy powstaja. filmów z Kuneytem Arkinem jest tu wiecej. Przewaznie filmy z gatunku "plaszcza i szpady" albo raczej "Sindbada zeglarza".
Tymczasem dla wszystkich fanow "Zlych Filmow" w moim plecaku juz nalazl sie osesek na przyszle pokazy. W wolnym tlumaczeniu "Trzech super ludzi". Pierwsza otwierajaca film scena pokazuje jak 2 sexi kobiety, dwoch zbirow i jeden dziwny gosc w mesce zakopuja dziewczyne na plazy zostawiajac sama glowe. Przyciagaja motorowke z wlaczonym silnikiem a krecace sie wirniki niebezpiecznie zblizaja sie do ofiary... szybki montaz, przerazenie, az u jednej z sexi kobiety pojawia sie zlowieszczy usmiech i plamy krwi na nowych rajstopach. Dodam tylko, że w filmie wystepuje Spider Man, Kapitan Ameryka i mekykanski SANTO.



Prawda jest taka, ze kino w Turcji to rzeczy wyjatkowa. W Gaziantep sa 3 multikina w tym dwa ledwo mozna znalezc wsrod sklepow w domach handlowym. Na 6 filmow wyswietlanych w kinie 5 to filmy tureckie. Po trailerach mozna wyciagnac wniosek, że to duze wysokobudrzetowe produkcje albo komedie.
Turcy z ktorymi rozmawialem mowia, ze nie chodza do kina. Wola obejrzec w domu na dvd.
Sklepy i wypozyczalnie dvd i vcd to bardzo popularne lokale z pirackimi nagraniami. Sprzedaja formaty VCD z nagranym na stale tureckim lektorem, ale oferuja rowniez sciagniecie kazdego tytulu z sieci. Jesli nie chcesz kupic „orginalu”, za polowe ceny skopiuja Ci plyte na miejscu. Cena waha sie miedzy 14 – 20 zlotych (orginalne DVD w ksiegani to rownowartosc 40zl). Nikogo to nie dziwi, sklepy maja kolorowe witryny. Zadziwiajace jest jak wielkie firmy produkcyjne czy dystrybutorskie lekko rezygnuja z milionowych strat i akceptuja takie miejsca.

Podrozowanie autokarem

Turcja to wielki kraj, z jednego końca na drugi jest grubo ponad tysiąc kilometrów (a może nawet dwa?) co w żaden sposób nie zniechęca jej mieszkańców do podróżowania. W zeszłym roku spotykalismy ciagle grupki kobiet z wielkimi tobołami czekające na autobus. Teraz mieszkamy w wielkim mieście więc takich widoków brak, ale mieliśmy szansę po raz kolejny przemieszczać się publicznym transportem. Filip juz pisał o wielkości i wspaniałości Ataturka, więc chyba nie muszę powtarzać, jak wiele zrobił dla Turcji. Zapomniał jednak o jednym – o torach kolejowych. Dziś cały naród turecki (i dwójka Polaków...) jeździ autobusami, które dzięki wyłączności rozwinęły się w fantastyczny sposób. I o tym właśnie będzie ten post:)
W dalekie trasy w Turcji jeżdżą wielkie, bardzo nowoczesne autokary. Nie żadne tam Ikarusy czy inne ogórki, tylko nowiuśkie, lśniące, z dywanikami i klimatyzacja. W środku jest zawsze czysto i pachnąco, a jeśli tylko ktokolwiek zakłóci tą czystość i zapach to zaraz pan autobusowy bierze się do pracy i szast-prast zabiera wszytskie śmieci i psika odświeżaczem. Pan autobusowy jest kimś w rodzaju kelnero-pokojowo-kierownika. Zbiera od wszystkim pasażerów informacje gdzie wysiadają, zapisuje na liście, bo bilety są imienne a miejsca numerowane i potem mówi im, że to już, a w razie czego budzi w odpowiedzim momencie. Podaje kawę, herbatę, zimne napoje i ciasteczka, rozdaje mokre chusteczki, wodę na każde zawołanie, spryskuje dłonie cytrynową wodą kolońską. No i zbiera śmieci czyli opakowania po tym wszytskim co wcześniej rozdał. Zawsze jest nienagannie ubrany, w białą koszulę i często muszkę.
Oprócz picia, które dostaje się w autobusie w cenę biletu czasami wliczona jest herbata na postoju. Autobus zawsze zatrzymuje się na długi postój w wielkiej restauracji, która jest specjalnym miejscem dla autokarów wlaśnie. Oczywiście wszytsko jest tam dwa razy droższe, ale to akurat tak samo jak u nas na dworcach. W takim miejscu postojowym można nie tylko coś zjeść ale też kupic mase rzeczy i skorzystać z usług. Na przykład wyczyścić sobie buty...




... i kupić talerze.





No i oczywiście zaoptarzyć się w bułkę na drogę, bez której trudno jest w ogóle podróżować. Tym razem była to bułka z nadzieniem serowym, zapakowana oczywiście, jak zawsze pieczywo tutaj, w gazetę.





Podróż bywa trochę monotonna, przynajmniej jeśli podróżuje się 20 godzin... Widoki z okna bywają różne, ale na autostradzie jest raczej pustynnie.





środa, 5 listopada 2008

Ali i Gulden

Ciagle piszemy tylko: Ali i Ali, wiec chyba czas najwyzszy go wreszcie przedstawic. Ali Aslan Ozaslan jest koordynatorem naszego projektu i szefem naszej organizacji goszczacej ktora nazywa sie Gaziantep Eğitin ve Gençlik Dernegi czyli ... nie wiem za bardzo jak to przecztlumaczyc, cos w rodzaju wydzialu zajmujacego sie projektami pozarzadowymi robionymi wspolnie z Unia, w tym takze EVS-em. Ma swoje biuro w wielkim budynku, gdzie jest mnostwo biur i stolowka na ktora czasami chodzimy.
Ali jest dosyc malo turecki, bardzo cieply i bardzo, bardzo zabawny. Mowi swietnie po angielsku i generalnie gdyby nie on to wszytsko tutaj byloby znacznie trudniejsze.
Ali ma bialego forda ktorym rozbijamy sie po miescie. Slucha hiphopu (w aucie na caly regulator), lubi piwo a jego haslem jest "eat and go!" co zastosowalimsy m.in na kolacji z rektorem.
Poznalismy dwoch jego kumpli: Serveta, ktory chodzil z nim do liceum a teraz jest nauczycielem angielskiego ale nie za bardzo mowi po angielsku. Jest gruby, ale odhcudza sie dla swojej dziewczyny. I prawie dostal zawalu kiedy Filip prowadzil. Drugi jest Kays. Mieszka dwa pietra nizej i pracuje z Alim. Jest mily i ma dobre checi ale jego pomysly nie zawsze sa swietne...
Nie mielibysmy nic przeciwko gdyby nasz EVS opieral sie glownie na czasie wolnym z Alim, zawsze szampansko sie z nim bawimy.
.

Oprocz szefa mamy takze mentora czyli kogos, kto ma nam pomoc w codziennych sprawach, pokazac miasto i wesprzec w trudnych chwilach. Naszym mentorem jest Gulden, przeurocza i zawsze rozesmiana stuprocentowa (choc nowoczesna) turczynka. Studiuje na miejscowym uniwersytecie, daje korepetycje, pracuje w Youth Center i jest mentorka dla kilku wolontariuszy naraz. Generalnie jest bardzo zajeta i tak nie wiem jak jest w stanie pogodzic wszytskie te zajecia i jeszcze znalezc dla nas czas. Codziennie dzwoni zeby sprawdzic czy zyjemy: "Hi Maria. How are you? Good? Great! Take care. Bye!"

wtorek, 4 listopada 2008

Lekcja Szwedzkiego Kucharza




Pierwsze doświadczenia w kuchni. Na tureckim kursie gotowania potraw tureckich, w języku tureckim, dla turków szykujących się do zawodu tureckiego kucharza :). Pokazali nam jak zrobić sześć zup. Przy okazji się posilimy.
Kilka wniosków się nasuwa samych: Turcy lubią soczewicę, do każdej zupy dosypują trochę mąki, suszona mięta to podstawowa przyprawa do zup, w każdej przesadzają z suszoną ostrą papryką. Obficie dodają kuminu. I ostatni wniosek: Zupy tureckie są pyszne.
A teraz, jeden wybrany przeze mnie przepis. Prosty dobry i nie tak ostry jak zwykle. Smacznego!


SAFAK CORBA
*margaryna
*3 łyżki mąki
*3 rozdrobnione pomidory
*szklanka mleka
*2 szklanki wywaru
*starty żółty ser
*sół i różniste przyprawy


W garnku rozpuszczamy pół kostki margaryny. Dodajemy rozdrobione pomidory, 3 łyżki mąki i szklaneczkę mleka. Intensywnie mieszamy bo powstaną grudki. Wlewamy 2 szklanki wywaru (albo 3 szklanki –będzie więcej zupy). Dłuugo mieszać aż uzyskamy satysfakcjonującą konsystencję (czyli jak poczujecie, że jest ok.). Przyprawiamy solą i zielonymi przyprawami.
Do talerza wrzucamy starty ser żółty i zalewamy go gorącą zupą.
Smacznego - Lütfen sözlüğe ekleyerek katkıda bulunun

poniedziałek, 3 listopada 2008

Komiksy


Prawda o tureckim konserwatyzmie i purytańskich zwyczajach to nie całą prawda. Fakt, że mają kawiarnie tylko dla mężczyzn i kobiety są traktowane nieco inaczej niż mężczyźni. Ale również faktem jest, że jako pierwsze w Europie (?) miały prawo do głosowania w wyborach. Prawda, że zakochani nie okazują sobie publicznie czułości a małżonkowie na ulicy najwyżej całują w policzek. Prawda, że część kobiet woli się spocić niż pokazać w upalne dni choćby skrawek palca czy szyi, ale również, że ogólnodostępne są wydawnictwa takie jak to:

Na zdjęciu pożółkły ze starości komiks erotyczny znaleziony w antykwariacie. Rysunki wdzięczne choć historyjki mało wybredne.

Ulubione




Rzeczy ktore lubie tutaj najbardziej:
1. Kiedy ide ulica, jest zachod slonca i nagle zewszad rozlega sie spiew muzeinow
2. Jedzic z Alim autem po waskich uliczkach i sluchac glosno muzyki (ma naprawde niezle glosniki)
3. Odkrywac za rogiem rozsypyjacego sie budynku wspanialy widok, albo piekny meczet, albo nawet po prostu ladna i zupelnie niepasujaca do reszty brame
4. Bazar, a wlasciwie jego czesc z jedzeniem
5. Male stragany z owocami i warzywami na kolkach (kiedys widzialam jeden z pokrzywami na kilogramy!)
6. Herbate w malych szklaneczkach
7. Nasz widok z okna. Moge po prostu siedziec na kanapie i patrzec na wieze naszego camii.
8. Soczki wisniowe w kartonikach:)
no i oczywiscie ayran!




To, czego nie znosze:
1. Dzieciakow, ktore za wszelka cene chca wcisnac ci chusteczki i laza za toba dosc dlugo jesli nie chcesz ich kupic
2. Kiedy ktos robi mi zdjecie nie pytajac mnie o zdanie i jeszcze bezczelnie udaje ze robi je czemus innemu
3. Ekspedientow w sklepach (samoobslugowych) ktorzy laza za toba i nie daja ci w spokoju niczego obejrzec
4. Brudnych i smierdzacych toalet we wszystkich miejscach typu urzedy itp, nawet w eleganckim hotelu bylo podobnie

niedziela, 2 listopada 2008

Turecka niedziela

Niedziele tutaj zasadniczno niczym sie nie roznia od naszych - na ulicach dalszych dzielnic jest tak samo pustawo jak u nas, a w centrum mozna spotkac duzo rodzin na spacerze. My tez wloczylismy sie po miescie, w ramach oczywiscie programu EVS... Pogoda piekna wiec przy okazji zwiedzania miasta mialam niejedna szanse sie opalac.



W kazdym momencie ma sie szanse na kupienie czegos do jedzenia, tym razem mielismy dosc kebabow w jakiejkolwiek wersji i postawilismy na witaminy. Smak tych bananow byl naprawde bananowy.



Filip jednak zawsze jest glodny i w koncu zdecydowal sie na cos bardziej konkretnego. W papierze byl tavuk döner czyli kawalki kuraczaka zawiniete w pszenny placek.




No i wreszcie trafilismy do miejsca, na widok ktorego Filip powiedzial: Czuje sie jakw domu!


W upalne popoludnie moze zachciec sie pic (szczegolnie po kebabie). Jednak nie radze gasic pragnienia w takich przybytkach...



Lazilismy i lazilismy i odwiedzialismy tez dziedzince meczetow. Nawet one w niedziele sa pustawe.


sobota, 1 listopada 2008

Patriotyzm:

Patriotyzm turecki widoczny na ulicach w dniu szczególnym: 29 października 85 lat temu za sprawą jedynego w swoim rodzaju wodza proklamowano Republikę Turecką. Bardzo nam się to podoba.























środa, 29 października 2008

Nasz dom

Wreszcie opisujemy nasze mieszkanie. Prosta czcionka to moj punkt widzenia, kursywa to uwagi Filipa. (oczywiscie jak zawsze zdjecie mozna zobaczyc w wiekszym rozmiarze po kliknieciu).
Nasz apartament (nie piszę mieszkanie, bo nie oddawało by to ogromu tego miejsca) jest w samymw centrum. Na granicy starego i nowego miasta(jak pisała już Mania), czyli 2 minuty od supermarketow i domów handlowych, 3 minuty od wąskich pokręconych uliczek prowadzących niewiadomo dokąd, 4 minuty od głównego placu (nazwanego na cześć Ataturka rzecz jasna), kolejne parę od targowiska, zapuszczonych dzielnic, trasy wylotowej na północ i wszystkiego czego możnabyłoby poszukiwać w dwumilionowym mieście w Turcji. Z jednej storny rozległy park i Camii (Meczet), z drugiej Youth Center gdzie będziemy mieli lekcje tureckiego. Nasza kamienica mieści również kafejkę internetową, bar z kebapami, fryzjera, dwa fastfoody, sklepik no i piekarnię.




Klatka schodowa jest murowana i chyba nawet marmurowa:) Mieszkamy na trzecim piętrze, naprzeciwko nas turecka rodzina tradycyjnie zostawia buty przez drzwiami, na klatce.
W Turcji wszyscy mają kołatki w drzwiach, może to sugestia, żeby pukać bo po pierwsze mieszkania są tak ogromne, że trzeba się dobijać, żeby ktokolwiek cię usłyszał a po drugie dzwonki to jakiś koszmar – nasz jest pseudo ćwierkającym ptaszkiem. Instrukcja obsługi świerkasz dwa razy, potem czekasz i walisz kołatką aż do skutku:)



Mieszkanie jest dugie i w pierwszym momencie ma sie wrazenie, ze ilosc drzwi w korytarzu przekracza dziesiec. Przez pierwsze dwa dni ciagle wchodzilam do jednego z pokoi zamiast do kuchni.
Taras ciągnie się wzdłóż salonu i kuchni, w ciepłe dni jadaliśmy na nim śniadania. Całe mieszkanie to mieszanka ładnego wykończenia w drewnie z rozpadającymi się dzwiami i kamienną, jeśli nie marmurową podłogą.

Na wprost od wejścia jest kuchnia. Kwadratowa, z wyjściem na dlugi balkon którym można dojść do salonu. Mamy nowiutką pralkę i lodówkę i oczywiście tradycyjny zestaw do robienia herbaty.




Salon jest ogromny (zmieściłoby się w nim spokojnie całe nasze krakowskie mieszkanie) i dosyc pusty. Mamy dwie kanapy, dwa fotele, stół z komputerem pod oknem i drugi do jedzenia. Dywan upchnęłam pod kaloryferem.
Salon okala drewniany łuk ale wbrew podejrzeniom jest bardzo gustowny. Jest tu na tyle miejsca, że jak Mania siedzi na fotelu to nie może ze mną rozmawiać gdy siedzę przy komputerze. Najzwyczajniej jej nie słyszę.






Nasz pokój jest w sam raz. Oprócz szafy i lóżka mamy różowy stół i wbudowaną w ścianę szafkę:




Łazienki są dwie. Jedna przy przedpokoju z przedsionkiem na umywalkę i turecką toaletą dla mniej wybrednych gości i domowników. Druga, przy pokojach z ogromną błękitną wanną, taką samą umywalką i tradycyjną toaletą (uff). Nieco zapuszczona ale za to z ludowymi motywami kwiatowymi na kafelkach :). Warto wspomnieć, że drzwi do łazienki były powodem moich pierwszych eksperymentów ślusarskich (koniec końców mamy nowy zamek).







Mieszka sie naprawde dobrze, a miejsca jest tyle ze spokojnie mozecie nas wszyscy naraz odwiedzic:)

O nas