Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gaziantep. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gaziantep. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 stycznia 2009

Pişirici kasteli - turecka fontanna


Uwielbiam Hammamy- łaźnie tureckie (nawet jeśli wizyta nie zawsze jest relaksującym doświadczeniem). Z tym większą przyjemnością chcę przedstawić miejsce jakie odkryłem w dawnej żydowsko-chrześcijańskiej dzielnicy Gaziantep. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z informacjami o tego typu miejscach (choć przyznaje, nie jestem ekspertem). A mowa o kastel-fontannach miejskich. Ta na zdjęciach zbudowana w 1282 roku (sic!). Kastel to kompleks podziemnych komnat służących ludności miejskiej do: ablucji, modlitw, kąpieli ,relaksu i odświeżenia. Zwykle budowane w sąsiedztwie meczetów (jak wynika z tablicy informacyjnej).












Turcy to bardzo socjalni ludzie, od zawsze szukali powodu żeby nie siedzieć w domu, ale taki wilgotny kompleks piwniczny łączący domy modlitwy, kawiarnie, hammam i kto wie co jeszcze to już dla mnie przesada :)
Miejsce bardzo klimatyczne. Piękne i, co rzadko się zdarza, doskonale odrestaurowane.
PS. Ciekaw jestem informacji o kastelach w innych częściach Turcji czy okolic. Dla ciekawskich historii link:
http://74.125.77.132/search?q=cache:HW-Ff_t8uskJ:www.archnet.org/library/pubdownloader/pdf/4925/doc/DPC0761.pdf+pisirici+kasteli&hl=en&ct=clnk&cd=1

niedziela, 18 stycznia 2009

Pustynia

Wystarczy dwadzieścia minut Dolmusem żeby dojechać do granicy miasta. Pięć kroków za ostatnim blokiem Gaziantep roztacza się pustynia. Białe skały, niemal pomarańczowa ziemia i śmieci rozrzucane przez wiatr. Za horyzont tylko jednakowe wzgórza przecinane gdzie nigdzie przez autostradę. Tak spacerując wydaje Ci się, że jesteś sam jeden na świecie. Jednak nic bardziej mylnego. Każde wzgórze różni się od siebie ułożeniem kamieni, rozpościerającymi się słupami wysokiego napięcia czy drzewem na szczycie. A za każdym wzniesieniem jakiś gość. Wdrapując się na wzgórze, które obrałem za punkt odniesienia na pustkowiu spotkałem mężczyznę. Zaprosił mnie żebyśmy przykucnęli sobie razem pod suchym drzewem. Mówił dużo, zdaje mi się że chciał przedstawić mi swoją córkę. Zaprosił do domu na obiad. Grzecznie odmówiłem. Moje odpowiedzi sklecone i wyuczone na pamięć po turecku na najczęściej zadawane pytanie wyraźnie sprawiły mu dużo radości i przypieczętowały naszą wieczną przyjaźń.





Za kolejnym wzgórzem ni stąd ni zowąd mężczyzna (co tu u licha robi) proponuje mi kupno monet z przed kilkuset lat. Pełno tego można wykopać w tych okolicach. Moim zdaniem ich miejsce jest w muzeum.



Spacer przeradza się w niesamowitą barwną przygodę. W takim miejscu wędrując piaskowymi ścieżkami napotkana na horyzoncie sylwetka człowieka staje się naturalnym celem. Choćby żeby się przywitać.
Trochę dalej od .. no właśnie od czego? Na lewo od białej skały, karłowatych krzaków i trochę dalej w stronę olbrzymiego białego głazu napotkać można gospodarstwo. Rodzina żyjąca w plastikowych namiotach. Wyścielonych od środka barwnymi dywanami. Zagroda baranów, osioł, dwóch starców i kobiety z dziećmi żyjący razem w małym kanionie, bez drogi, prądu czy bieżącej wody. Robię trochę zdjęć otrzymuje zaproszenie na obiad ale tylko raz i nie nachalnie więc moja odmowa zostaje zaakceptowana.





Potem jest jeszcze smutniej. Już bliżej miasta zauważam ogień. Podchodzę bliżej i przysiadam się do mężczyzny, który w ognisku wytapia plastik ze znalezionych miedzianych kabli. Towarzyszy mu chłopiec, który próbuje znaleźć sobie wśród śmierdzącego ognia i kamieni jakąś zabawę.



Antep ma wiele twarzy. Jest nieustająco fascynujące i różnorodne. Z jednej strony studenci, którzy każdą wolną chwilę poświęcają żeby rozwinąć jakoś swoje zainteresowania (co nie jest łatwe) z drugiej storny dziesiątki kilometrów dzielnic getta i nieprzyjazna pustynia wokół.
Wystarczy pół dnia na taką podróż. To nie Istambuł, to nie Europa. Takich miejsc i tak życzliwych ludzi nie spotka się wszędzie.

piątek, 2 stycznia 2009

Przestrzeń miejska






Przestrzeń miejska. Teren dość płaski w naszej okolicy w miastach zadziwiająco układa się w falujące kilometry ni to domów, ni kamienic czy baraków. Uwielbiam w przewodnikach informację typu: W tym malowniczym mieście w ciągu 10 lat ludność wzrosła o 500%. I to widać. Miasto z uroczym ryneczkiem, jedną główną ulicą imienia Ataturka, bazar i dwa miliony mieszkańców. Wokół piętrzące się osiedla, rozległe i niezależne. Wszystkie budynki najwyżej trzypiętrowe. Obowiązkowo z tarasem na którejś z kondygnacji. Zbudowane z szarych pustaków, bezbarwne, biedne.



Na horyzoncie tylko minarety i ogromne wierze ciśnień na wierzchołkach dzielnic. To doskonałe punkty odniesienia w dżungli uliczek bez nazwy i cele długich porannych spacerów.



Tu zdjęcia z Antepu i Urfy.

O nas